- A Ty? - zapytałam
- Wiesz, tak się składa, że ktoś na mnie wpadł brudząc mnie i musiałem się przebrać... - odparł. Był zły, chociaż nie wiem, czy na mnie, czy na coś innego.
- Aha, "czyścioszek". Sos Ci przeszkadza, a krew? - zapytałam spoglądając na podłogę
- Cholera! Znowu! - krzyknął chłopak, minął mnie i wszedł do toalety. Przy tym wszystkim zapomniał zamknąć szafki. Nie chciałam być chamska i mu w niej grzebać, więc po prostu lekką ją przymknęłam. Podeszłam do drzwi męskiej toalety.
- Wiesz, mam specjalną maść, na zatamowanie krwawienia... - powiedziałam stojąc przy drzwiach, które nagle gwałtownie się otworzyły, więc zrobiłam krok w tył.
- Myślałam, że wampirom zależy na czymś przeciwnym, niż zatamowanie krwawienia - odparł trzymając ręcznik w miejscu rany.
- Chyba za dużo nie wiesz o wampirach - uśmiechnęłam się. - Może nie zawsze chcemy się na wszystkich rzucać - powiedziałam.
- Na mnie jakoś się nie rzucasz - stwierdził.
- Dziwisz się? - zaśmiałam się lekko - Nie wiem czym Ty jesteś, ale Twoja krew na pewno nie smakuje za dobrze, a już szczególnie nie pachnie - wytłumaczyłam. Jackson spojrzał na mnie kątem oka.
- Przyniesiesz mi tą maść? - zapytał
- Przyniosę - odpowiedziałam i ruszyłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafkę, po czym ktoś wszedł do pomieszczenia. - Nie miałeś tu przychodzić - zwróciłam mu uwagę.
- Chciałem wiedzieć, czy czegoś tam nie dosypujesz... - tłumaczył się.
- Hah! Jasne... Trzymaj - podałam mu maść. Wziął trochę na dwa palce i zaczął ją rozsmarowywać na ranie, która zaczynała pomału stawać się jasnoróżowa, po czym krew przestała lecieć. Patrzyłam jak rana się zmienia, a gdy chłopak oddał mi maść, zapytałam.
- Powiesz mi teraz co Ci jest?
< Jackson? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz