Podniosłem się z łóżka i opatrzyłem ranę, aby nie wdało się zakażenie. Uleczę się.. Tylko nie tak szybko, potrzeba czasu.
Ubrałem się jak na co dzień do szkoły i jak gdyby nigdy nic poszedłem na lekcje. Usiadłem w ostatniej ławce, licząc na to, że mnie nie zapytają. Nie byłem w stanie się ruszyć, a co dopiero iść do odpowiedzi.
-Jackson Whittemore- usłyszałem - do tablicy.
Kurwa! Wziąłem głęboki oddech i poszedłem. Mieszałem się w odpowiedziach, ale znałem je wszystkie. Mówiłem dość niespójnie, ale myślę, że dało się wyłapać kluczowe fragmenty.
-4. Siadaj!-usłyszałem
Odetchnąłem z ulgą i wróciłem do ławki. Nagle poczułem okropny, przeszywający mnie na wylot ból i wybiegnąłem z klasy. Musiałem iść do łazienki. Z tego całego rozkojarzenia wszedłem do damskiej toalety. Usłyszałem tylko groźne:
-Nie pomyliło ci się coś?!
a potem nic... upadłem i chyba straciłem przytomność
Nagle poczułem mróz i wodę, myślami topiłem się w ogromnym zbiorniku wodnym, gdy osoba (która "wpychała" mnie pod wodę) wyciągnęła mogą głowę z pod bierzącej wody spytała
-Żyjesz?!
Nie mogłem nic powiedzieć, moje płuca były jakby sparalirzowane, ciężko było mi wziąć oddech, ale po chwili to ustąpiło, a ból na brzuchu powrócił. Gdy zauważyłem, że ta osoba (o której wspomniano wcześniej) nadal tu jest, uniosłem głowę. Zobaczyłem śliczną rudowłosą dziewczynę i na chwilę mnie zamurowało.
<Nicole?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz